Print Friendly

Chrześcijaństwo zawsze wydawało mi się religią nie do końca monoteistyczną albo precyzyjniej – monoteistyczną, ale z pewnymi skłonnościami do kompromisu. Nie chodzi tu tylko o tajemnicę Trójcy św., czyli paradoks Boga w trzech osobach, lecz o całe zastępy ciał pośredniczących, które w chrześcijaństwie od początku odgrywały niezwykle ważną rolę. Pierwszym z takich pośredników między niebem a ziemią jest oczywiście Najświętsza Panienka. Potem zgodnie z hierarchią idą archaniołowie, aniołowie i wszyscy święci.

„Maesta”, Duccio di Buoninsegna, 1308–1311, tempera i złoto na desce, Museo dell’Opera Metropolitana del Duomo, Siena. Źródło: Wikimedia Commons

„Maesta”, Duccio di Buoninsegna, 1308–1311, tempera i złoto na desce, Museo dell’Opera Metropolitana del Duomo, Siena. Źródło: Wikimedia Commons

Wszystko to jest nieźle obmyślone, bo próśb, apeli, reklamacji i innego rodzaju petycji musi trafiać do Najwyższego miliony, a Bóg, choć wszechmogący, wszystkim zajmować się przecież nie będzie. Nie czas pochylać się nad drobiazgami, gdy trzeba – dajmy na to – spuścić deszcz żab na Egipt. Nie dziwi więc wprowadzenie wraz z chrześcijaństwem rozbudowanego systemu patronackiego, administrowanego przez zastępy świętych, którzy zajmują się poszczególnymi suplikami płynącymi z ziemi wartkim strumieniem. Specjalizacja jest tu bardzo zaawansowana: jeden święty odpowiada za hemoroidy oraz choroby przenoszone drogą płciową (św. Fiakier), drugi pomaga unikać niechcianych zalotów (św. Wenefryda), trzeci patronuje wytwórcom gwoździ (św. Chlodwald).

Pływacy również mają swojego patrona. Jest nim św. Adjutor, a jego wspomnienie wypada właśnie dziś – 30 kwietnia. Tak, przyznaję, mnie też zaskoczyło to imię, pasujące raczej do patrona księgowych lub korektorów, ale to tylko pierwsze wrażenie. Życie Adjutora na pewno nie miało nic wspólnego z księgowością. Był średniowiecznym rycerzem, urodzonym ok. 1070 r. w Vernon, miejscowości położonej dokładnie w połowie drogi między Paryżem a Rouen. Kiedy Urban II wezwał europejskie rycerstwo do walki z Saracenami o wyzwolenie Jerozolimy, Adjutor posłuchał papieża i wraz z księciem Robertem II Normandzkim udał się do Ziemi Świętej.

Krzyżowcy zdobywający Antiochię. Manuskrypt z XIV w., National Library of the Netherlands. Źródło: Wikimedia Commons

Krzyżowcy zdobywający Antiochię. Manuskrypt z XIV w., National Library of the Netherlands. Źródło: Wikimedia Commons

Tam zdarzył się pierwszy cud z jego udziałem. Podczas oblężenia Antiochii przez Saracenów, Adjutor z grupą innych rycerzy wypuścił się na zwiady poza mury miasta. Wpadł jednak w zasadzkę. Podczas walki, dzięki modlitwie do św. Marii Magdaleny, udało mu się wywołać gwałtowną burzę, która zmusiła przeciwnika do ucieczki. Znacznie później, już pod Jerozolimą, ponownie stoczył bitwę z Saracenami. Tym razem udało im się go pojmać, zakuć w kajdany i wtrącić do lochu jednej z twierdz nad brzegiem morza. Znów jednak zadziałała modlitwa do ulubionej świętej, która uwolniła rycerza i wskazała mu drogę ucieczki. Adjutor wydostał się z warowni, skoczył do morza, wpław dopłynął do brzegu i piechotą dotarł do terenów zdobytych przez krzyżowców [1].

Wnioskując z dość skąpych przekazów, Adjutor musiał być typem niezłego zabijaki. Jednak to nie wydarzenia rozgrywające się w Ziemi Świętej, lecz cud na Sekwanie sprawił, że Adjutor – koniec końców zaledwie lokalny święty – stał się patronem nie tylko pływaków, lecz również nurków oraz łodziarzy. Wyszalawszy się na Bliskim Wschodzie, nasz bohater powrócił do Normandii, przywdział mnisi habit i ufundował kaplicę pod wezwaniem św. Marii Magdaleny. To właśnie nieopodal tej świątyni pewnego dnia na dnie rzeki pojawiła się olbrzymia wyrwa, tworząca wir, który zatapiał kolejne łodzie. Adjutor rzucił na dno leja resztki swoich kajdanów z okresu wojaczki i uspokoił rozszalały żywioł [2].

Św. Adjutor. Ilustracja z książki Jeana Théroude’a „La vie et l’office de saint Adjuteur”, 1638-1639. Źródło: gallica.bnf.fr (Bibliothèque nationale de France)

Św. Adjutor. Ilustracja z książki Jeana Théroude’a „La vie et l’office de saint Adjuteur”, 1638-1639. Źródło: gallica.bnf.fr (Bibliothèque nationale de France)

Czy pływacy powinni się cieszyć z takiego patrona? Sam muszę przyznać, że trudno mi uznać krzyżowca za wzór do naśladowania. Podejrzanie łatwo przychodzą też Adjutorowi wszystkie jego cuda. Ale chyba nie w postawie wobec Saracenów czy mocy wywoływania burzy leży wartość tej postaci. Jak pisał Anatol France, było nie było ateusz i autor dzieł wpisanych na „Indeks ksiąg zakazanych”:

„Wystarczyło zaledwie parę żelaznych pierścieni, by zasypać wyrwę w dnie. Lecz [Adjutor] wrzucił do rzeki oprócz swych okowów cierpienia sprawiedliwego i cierpliwość świętego” [3].

Wytrzymałość na cierpienia i cierpliwość świętego. Przyznajmy sami, czyż nie tego potrzebuje w basenie każdy pływak?

Przypisy:

[1] Thomas Craughwell, „A Patron Saint for Swimmers”, „Arlington Catholic Herald”, April 26, 2007. [Dostęp: 29.04.2016]

[2] Jean Théroude, „La vie et l’office de saint Adjuteur, de la ville de Vernon”, précédés d’une intr. hist. et bibliogr. par R. Bordeaux (1638), réédité en 1864 par la Société des bibliophiles normands, s. 28-29.

[3] Anatole France, „Pierre Nozière”, éd. Calmann-Lévy, s. 188.