Print Friendly, PDF & Email

„Z każdego niemal wzniesienia widać morze – pisze o greckim krajobrazie Zbigniew Herbert – Zamyka horyzont płaską linią, która powinna dawać uciszenie. Ale nawet gdy jest ono spokojne, gdy nie szturmuje ziemi, jego głęboki kolor przypomina, że jest przepaścią przykrytą lustrem” [1]. Pierwsze zdanie tego opisu mówi nam rzecz w gruncie rzeczy banalną – Grecy byli i są skazani na morze, które zawsze determinowało ich sposób życia. Dwa ostatnie są nieco bardziej prowokacyjne. Burzą nasze idylliczne wyobrażenie o śródziemnomorskim świecie, w którym lazurowe wody zapraszają do orzeźwiającej kąpieli. Herbert ma świadomość, że dla Greków morze było żywiołem okrutnym i nieprzewidywalnym. I choć karmiło ich i ułatwiało przemieszczanie się, zawsze pamiętali, że jego głębiny zamieszkiwał bóg nie bez przyczyny nazywany Seismosem – Ziemiowstrząscą. Każda morska podróż statkiem była obarczona olbrzymim ryzykiem, nie mówiąc o pływaniu wpław.

Delfiny z fresków w Knossos, ok. 1600 p.n.e., Kreta. Źródło: Wikimedia Commons

Delfiny z fresków w Knossos, ok. 1600 p.n.e., Kreta. Źródło: Wikimedia Commons

Kto wie, może właśnie z powodu tego naturalnego lęku przed kapryśnym morzem starożytni Grecy, tak bardzo związani z wodą, nie pozostawili nam w gruncie rzeczy żadnych przekazów o sztuce pływania. Dysponujemy też bardzo nielicznymi wizerunkami pływaków, choć rysunków na greckich wazach, amforach i kraterach zachowało się całkiem sporo. Nie oznacza to oczywiście, że Grecy nie potrafili pływać. Umiejętność ta wydaje się dość powszechna, a jej posiadanie należało do kanonu gimnastycznego wychowania. Mówi o tym między innymi słynny cytat z „Praw” Platona – jedyny cytat, w którym Platon odnosi się wprost do pływania i w którym pojawia się słowo νεῖν (neīn) – płynąć wpław. Filozof przytacza w nim potoczne określenie głupca. Jest nim osoba, która „ani czytać, ani pływać nie umie” (Plat. Leg. 3.689). Jeśli przyjmiemy, że żaden obywatel starożytnych Aten nie uważał się za człowieka pozbawionego rozumu, umiejętnościami pływackimi mógł się zapewne poszczycić niemal każdy.

„Czara Eksekiasa” z wyobrażeniem boga Dionizosa w łodzi, malowidło na kyliksie, ok. 530 p.n.e., Vulci, Gliptoteka monachijska. Fot.: MatthiasKabel. Źródło: Wikimedia Commons

Czara Eksekiasa z wyobrażeniem boga Dionizosa w łodzi, malowidło na kyliksie, ok. 530 p.n.e., Vulci, Gliptoteka monachijska. Fot. Matthias Kabel. Źródło: Wikimedia Commons

Nie zmienia to faktu, że pływanie nie było uznawane w Grecji za sport sensu stricto.  Jego znajomość przede wszystkim ułatwiała zarobkowanie (np. połów gąbek). Ponadto „o pływaniu – jak pisze historyk Stephen G. Miller – wspomina się sporadycznie jak o treningu pomocniczym wobec innych dyscyplin” [2]. Nie było ono jednak włączone jako konkurencja do najważniejszych zawodów sportowych starożytnej Hellady, a więc igrzysk panhelleńskich w Olimpii, Delfach, Nemei oraz na Istmie.

Jedyna wzmianka o zawodach pływackich pojawia się u Pauzaniasza, greckiego geografa, który podróżował po Grecji w II w. n.e. i opisywał lokalne kultury i obyczaje [3]. W jego „Wędrówkach po Helladzie”, w księdze drugiej poświęconej m.in. Argolidzie, czytamy, że w Hermione (dzisiejsza Ermioni) znajdowała się świątynia Dionizosa, któremu miejscowa ludność nadała przydomek Melanaigis (Czarnokozi). Na jego cześć co roku mieszkańcy miasta organizowali występy muzyczne oraz fundowali nagrody dla zwycięzców regat i zawodów pływackich (Paus. 2.35.1). O jaki rodzaj zawodów mogło chodzić? Pauzaniasz w swoim opisie używa słowa κόλυμβος (kolymbos). W słowniku grecko-polskim jego pierwszym znaczeniem nie jest jednak pływanie wpław, lecz nurkowanie, zaś czasownik o tym samym rdzeniu oznacza także „zanurzanie się” i „wskakiwanie”. Lokalne igrzyska w Hermione miały więc zapewne w swym programie po prostu efektowne skoki do wody.

„Nurek z Paestum” z tzw. grobowca nurka, Paestum, Włochy, 480-470 p.n.e. (fragment). Źródło: Wikimedia Commons

„Nurek z Paestum” z tzw. grobowca nurka, Paestum, Włochy, 480-470 p.n.e. (fragment). Źródło: Wikimedia Commons

O tym, jak mógł wyglądać skaczący zawodnik, nieco pojęcia daje najstarszy zachowany w Europie wizerunek nurka – fresk grobowy z V w. p.n.e. odkryty we Włoszech w dawnym Paestum, gdzie w starożytności znajdowała się kolonia greckiego miasta Sybaris. Obraz został umieszczony na ścianie grobowca młodego mężczyzny. Czy jest to jego portret? Nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że ma on również znaczenie religijne [4]. Skok do wody symbolizuje tutaj rytuał przejścia, przekroczenie granicy życia i śmierci, przeniknięcie lustra, które przykrywa przepaść, jakby powiedział Herbert. Jest wyrazem głęboko ludzkiego przekonania, że śmierć nie oznacza końca, lecz jedynie zmianę formy istnienia, bez względu na to, czy przyjmie ono kształt rajskiej egzystencji w Edenie czy podłego życia w Hadesie.

Fresk przypomina również o pierwotnym, religijnym charakterze sportowych zmagań. W starożytności bowiem niemal każde widowisko sportowe było jednocześnie obrzędem, ofiarą złożoną bogom z młodości i siły, spotkaniem z czymś ponadludzkim, co wzbudzało lęk pomieszany z nadzieją. Pomimo setek lat, które dzielą nas od pierwszych igrzysk, zorganizowanych w Grecji, w sporcie ten religijny pierwiastek jest obecny do dziś i chyba właśnie dlatego wizerunek bezimiennego nurka z Paestum potrafi w nas wzbudzić lekki dreszcz, łagodny skurcz w żołądku, który czujemy również sekundę przed startem.


Wpis ten dedykuję Jackowi Pędziwiatrowi z podziękowaniami za inspirację.


Przypisy:

[1] Zbigniew Herbert, „Próba opisania krajobrazu greckiego” [w:] tenże, „Labirynt nad morzem”, Fundacja Zeszytów Literackich, Warszawa 2000, s. 60.

[2] Stephen G. Miller, „Starożytni olimpijczycy”, przeł. Iwona Żółtowska, PIW, Warszawa 2004, s. 157.

[3] Henri-Irénée Marrou, „A History of Education in Antiquity”, University of Wisconsin Press, 1956, s. 118.

[4] Pierre Somville, „La tombe du plongeur à Paestum”, „Revue de l’histoire des religions”, 1979, Volume 196, Numéro 1, s. 48.