Print Friendly

Przylądek Gris-Nez to niewielki, półtorahektarowy spłachetek ziemi, który wrzyna się w morze niemal dokładnie w połowie drogi między francuskimi miastami Calais i Boulogne-sur-Mer. W punkcie najbardziej wysuniętym na północny zachód znajduje się tam latarnia morska. Nie bez przyczyny. Gris-Nez to fragment stałego lądu położony najbliżej Wielkiej Brytanii. Morska trasa z francuskiego przylądka do Dover liczy w linii prostej nieco ponad 33 km. Stojąc na klifie w bezchmurny, słoneczny dzień, uważny obserwator może dostrzec majaczącą na horyzoncie jasną linię angielskiego wybrzeża.

Przylądek Gris-Nez w 2012 r. Fot. Rodrigue Romon. Źródło: Flickr.

Przylądek Gris-Nez w 2012 r. Fot. Rodrigue Romon. Źródło: Flickr.

Dla pływaków Gris-Nez ma szczególne znaczenie. To obok Calais ulubione miejsce startu (bądź mety) tych śmiałków, którzy zdecydowali się pokonać wpław kanał La Manche. 6 sierpnia 1926 r. wyzwanie to podjęła również dwudziestoletnia Amerykanka Gertrude Ederle – pierwsza kobieta, której udał się ten wyczyn.

Ederle nie była anonimową osobą. Dwa lata wcześniej reprezentowała Stany Zjednoczone na igrzyskach olimpijskich w Paryżu, gdzie zdobyła złoto, płynąc w sztafecie 4 x 100 m oraz brąz na 100 i 400 m. Wszystko stylem dowolnym. Rok później podjęła pierwszą próbę pokonania kanału. Niestety, nieudaną. Po blisko dziewięciu godzinach zmagań z silnym prądem i zimną morską wodą Ederle zatrzymała się, by chwilę odpocząć. Osoby, które znajdowały się w asekurującej ją łodzi, uznały, że tonie i zaczęły wciągać ją na pokład. Ederle została automatycznie zdyskwalifikowana.

Gertrude Ederle. Źródło: Wikimedia Commons.

Gertrude Ederle. Źródło: Wikimedia Commons.

Rok później wszystko miału już pójść jak trzeba. Młodziutka Gertrude przygotowała się do startu niezwykle skrupulatnie. Wysmarowała ciało tłuszczem, by uniknąć otarć i zminimalizować niebezpieczeństwo nadmiernego wychłodzenia. Zaprojektowała również specjalny, dwuczęściowy strój, który pozwalał swobodnie poruszać się w wodzie. Ederle w płynącym obok stateczku towarzyszyli trener, ojciec oraz starsza siostra Margaret. Ta ostatnia w czasie przeprawy miała za zadanie podawać pływaczce napój energetyczny dla uzupełnienia sił – rosół z kury, przelany do niemowlęcej butelki ze smoczkiem.

Gertrude Ederle w lipcu 1930 r. Bundesarchiv, Bild 102-10212 / CC-BY-SA 3.0. Źródło: Wikimedia Commons.

Gertrude Ederle w lipcu 1930 r. Bundesarchiv, Bild 102-10212 / CC-BY-SA 3.0. Źródło: Wikimedia Commons.

Ederle wyruszyła z Gris-Nez równo o godzinie 7:08. Początkowo pogoda była dobra, jednak niebo szybko się zachmurzyło i zaczął padać deszcz. Morze było coraz bardziej wzburzone, lecz Ederle uparcie płynęła świetnie wyszkolonym kraulem. Z łódki dopingowali ją bliscy, śpiewając „Sweet Rosy O’Grady” i cały czas przypominając o czekającej ją nagrodzie – sportowym aucie, które – w przypadku sukcesu – obiecał jej kupić ojciec, właściciel niewielkiego sklepu mięsnego w Nowym Jorku [1]. W końcu tuż przed zmierzchem, po 14 godzinach i 31 minutach morderczego wysiłku, Ederle dotarła do angielskiego brzegu. Z powodu wysokich fal i silnego prądu nadłożyła sporo drogi. W sumie w wodzie o temperaturze nie przekraczającej 15-16ºC pokonała aż 56 km i zapisała się na kartach historii nie tylko jako pierwsza kobieta, która przepłynęła kanał La Manche, lecz również jako kobieta, która pobiła najlepszy męski rekord o prawie dwie godziny!

Powitanie, które dwudziestoletniej Gertrude zgotowali rodacy w kraju, przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Na ulicach Nowego Jorku czekało na nią dwa miliony osób. Prezydent Coolidge osobiście gratulował jej wyczynu, nazywając ją „najlepszą dziewczyną Ameryki” [2]. Posypały się propozycje biznesowe i matrymonialne. Sympatyczna i uśmiechnięta, choć odbiegająca od ówczesnych kanonów piękności Ederle stała się gwiazdą na miarę Glorii Swanson. Była kolejnym symbolem amerykańskiego snu lat 20. – człowiekiem sukcesu, który własnym wysiłkiem osiąga ambitne cele. „Wiedziałam, że potrafię to zrobić – mówiła reporterom – Wiedziałam, że to zrobię. I to zrobiłam” [3].

Parada zorganizowana na Broadwayu w 1926 r. na cześć Gertrude Ederle. Library of Congress Prints and Photographs Division. New York World-Telegram and the Sun Newspaper Photograph Collection. Źródło: Wikimedia Commons.

Parada zorganizowana na Broadwayu w 1926 r. na cześć Gertrude Ederle. Library of Congress Prints and Photographs Division. New York World-Telegram and the Sun Newspaper Photograph Collection. Źródło: Wikimedia Commons.

Determinacja godna naśladowania. Jednak na Ederle i jej przedsięwzięcie warto zwrócić uwagę również z innych powodów. Po pierwsze, jej sukces był olbrzymim krokiem na drodze do tego, by uznać uprawianie sportu przez kobiety za aktywność równie wartościową co sportowe zmagania mężczyzn. Przesądów w tej materii było bowiem co nie miara. Jak pisze Lisa Bier w książce „Fighting the Current: The Rise of American Women’s Swimming, 1870-1926”:

„Przez lata podnoszono wiele argumentów przeciwko udziałowi kobiet w zawodach sportowych czy pływackich i za każdym razem, gdy wydawało się, że owe argumenty obalano bądź o nich zapominano, wyglądało na to, że ulegają metamorfozie i rosną w siłę. Najpierw twierdzono, że ćwiczenia sportowe są za trudne dla kobiet, że mogą one zrobić sobie krzywdę lub utracić zdolności prokreacyjne. Potem pokutowało przekonanie, że choć prozdrowotne ćwiczenia są akceptowalne, to zawody sportowe nie są w ogóle dla kobiet i sprawiają, że kobiety ulegają zmaskulinizowaniu” [4].

okladka

Potwierdzała to reakcja londyńskich mediów na pierwszą, nieudaną próbę Ederle. Pisano wówczas o tym, że kobiety są fizycznie słabsze od mężczyzn i powinny sobie wybić z głowy atrakcje takie, jak pokonywanie kanału. O tym, jak bardzo dziennikarze się mylili, niech świadczy fakt, że pomimo kolejnych prób podejmowanych przez mężczyzn w następnych latach, rekord Ederle został pobity przez… kobietę, Florence Chadwick. Ta ostatnia dokonała tego w 1950 r.

Znaczenie wyczynu słynnej Trudy dla kobiecego sportu najlepiej podsumowała australijska pływaczka długodystansowa Tammy van Wisse, która w 2006 r. pobiła rekord Ederle na dystansie 35 km z Battery do Sandy Hook w New Jersey: „Gertrude Ederle była kobietą, którą podziwiałam za jej niesamowitą wytrzymałość i za to, że nigdy się nie poddawała. W jej startach liczyły się nie tylko rekordy. Sprawiła, że wzrosła społeczna akceptacja dla udziału kobiet w zawodach sportowych, a zrobiła to w czasach, gdy powszechnie zniechęcano kobiety do podejmowania treningów” [5].

Gertrude_Ederle_newspaper

Pierwsza strona „Los Angeles Herald Examiner”.

Warto też pamiętać, że historia Gertrude Ederle nie kończy się na 1926 r. i kto wie, czy jej dalsze losy nie są dla nas lepszą życiową lekcją niż opowieść o przeprawie wpław przez kanał. Początkowy entuzjazm, z jakim powitano Amerykankę, szybko osłabł. Kariera sceniczna, którą obiecywano młodej pływaczce, okazała się krótkotrwałą przygodą. Ederle została zaproszona do udziału w objazdowym wodewilu, wystąpiła też w nakręconym w Hollywood krótkim, dokumentalnym filmie. Trudno tu jednak mówić o sukcesach porównywalnych do błyskotliwej kariery innego pływaka, Johnny’ego Weissmullera, czyli filmowego Tarzana. Krępa, przysadzista Ederle nie była dobrym materiałem na hollywoodzką gwiazdę.

Gertrude Ederle. Fot. Leslie Jones. Boston Public Library. Źródło: Flickr.

Gertrude Ederle. Fot. Leslie Jones. Boston Public Library. Źródło: Flickr.

W 1933 r. pod znakiem zapytania stanęła również jej dalsza kariera sportowa. Gertrude nieszczęśliwie upadła i doznała kontuzji kręgosłupa. Spędziła w gipsowym gorsecie wiele miesięcy. Pogłębiały się także jej problemy ze słuchem, które miała od piątego roku życia. Nie bez znaczenia była tu legendarna przeprawa przez kanał. Przed negatywnymi skutkami tego wyczynu ostrzegali lekarze. Radzili Ederle w ogóle porzucić pływanie, jednak Amerykanka nigdy się na to nie zgodziła.

Po wojnie całkowicie ogłuchła. Podjęła wówczas pracę jako instruktorka pływania w nowojorskiej szkole dla głuchoniemych dzieci. Nie znała języka migowego, jednak świetnie radziła sobie z przekazywaniem pływackiej wiedzy swoim podopiecznym. Zresztą prawidłową sylwetkę, właściwe ułożenie ciała i wzorowy „pływacki krok” łatwiej pokazać, niż o nim mówić. Ederle nigdy nie wyszła za mąż. Całkowicie poświęciła się pracy z dziećmi. I choć kariera szkolnej instruktorki w niczym nie przypominała kariery medialnej gwiazdy, którą była w drugiej połowie lat 20., Trudy przyjęła swój los z pokorą, starając się robić po prostu to, co umiała najlepiej.

Czy była samotna? Miała rodzeństwo, licznych siostrzeńców i bratanków, przyjaciół. I miała morze. Po jej śmierci w 2003 r. o Ederle pisała większość ważniejszych anglojęzycznych gazet. „The Economist” przypomniał wówczas jedną z jej późnych wypowiedzi: „Dla mnie morze jest jak osoba, jak dziecko, które znam od dawna. Zabrzmi to jak szaleństwo, wiem, ale kiedy płynę w morzu, mówię do niego. Nigdy nie czuje się samotna, gdy w nim jestem” [6]. W zdaniach tych pobrzmiewa wyraźna nuta melancholii. Wyrażają one jednak również to, co pozwoliło Ederle zmagać się przez kilkanaście godzin z zimnymi falami kanału La Manche, a później pokonywać kolejne życiowe zakręty – fascynację wodnym żywiołem, pływacką pasję, poczucie, że to właśnie w wodzie jest się na swoim miejscu.

Przypisy:

[1] „Gertrude Ederle. Obituary”, „The Economist”, December 18, 2003.
[2] Richard Severo, „Gertrude Ederle, the First Woman to Swim Across the English Channel”, „The New York Times”, December 1, 2003.
[3] „The Economist”, dz. cyt.
[4] Lisa Bier, „Fighting the Current: The Rise of American Women’s Swimming, 1870-1926”, McFarland & Company, Inc., Publishers; Jefferson, North Carolina, and London 2011, s. 10.
[5] Tim Dahlberg, „America’s Girl: The Incredible Story of How Swimmer Gertrude Ederle Changed the Nation”, St. Martin’s Press 2009, s. 247.
[6] „The Economist”, dz. cyt.