Print Friendly

Jak już wspominałem przy okazji opowieści o Leandrze i Hero, najsłynniejszą postacią, która zdecydowała się zmierzyć z legendą mitycznego pływaka, był Lord Byron. Odpowiedź na pytanie, dlaczego akurat on i skąd wzięło się u niego zamiłowanie do pływania, zasługuje na odrębny wpis. W tym miejscu oddam raczej głos samemu zainteresowanemu, który w liście do Johna Murraya dokładnie opisuje swój wyczyn.

Thomas Phillips, Portret Lorda Byrona, 1813, olej na płótnie.

Thomas Phillips, Portret Lorda Byrona, 1813, olej na płótnie.

Zanim jednak przemówi sam Lord Byron – kilka informacji o okolicznościach powstania listu. Poeta pisze go z Rawenny, gdzie przebywał w latach 1819-1821 z powodu miłości do młodziutkiej księżny Guiccioli. W roku 1821, kiedy powstaje list, Byron ma 33 lata i jest już uznanym autorem „Wędrówek Childe Harolda”. Kończy właśnie swoje opus magnum – „Don Juana”. We Włoszech prowadzi dość specyficzny tryb życia, który dobrze podsumowuje notatka jego bliskiego przyjaciela Percy Schelleya: „Lord Byron wstaje o drugiej. Ja wręcz przeciwnie do moich przyzwyczajeń –  o… dwunastej w południe. Po śniadaniu rozmawiamy do szóstej. Od szóstej do ósmej galopujemy przez sosnowy las, który oddziela Rawennę od morza, potem wracamy do domu, jemy obiad i gadamy do szóstej nad ranem. Myślę, że tydzień lub dwa takiego trybu życia mnie nie zabije, ale dłużej nie będę próbował”.

Do napisania listu skłania Byrona publikacja „Podróży” niejakiego Turnera, w której ten ostatni podaje w wątpliwość pływacką próbę poety z 1810 r., która miała udowodnić, że mityczny Leander rzeczywiście mógł przepłynąć Hellespont. Byron, wówczas dwudziestodwuletni, płynie wpław z europejskiego brzegu cieśniny i w czasie godziny oraz dziesięciu minut dopływa do lądu po azjatyckiej stronie. Trasę pokonuje żabką (kraul nie był jeszcze wówczas znany w Europie). W wodzie towarzyszy mu porucznik Ekenhead z pokładu statku „Salsette”, którym poeta podróżuje do Konstantynopola.

Die_DARDANELLEN_oder_HELLESPONT

Pomimo sukcesu Byrona, Turner stawia tezę, że jest to tylko połowa zadania. Leander płynął wszakże w obie strony – z Abydos do Sestos i z powrotem. Należy zatem pokonać nie tylko trasę z Europy do Azji, lecz również z Azji do Europy. Turner próbuje swoich sił na tym drugim dystansie i… ponosi upokarzającą klęskę. „Po dwudziestu pięciu minutach, w ciągu których nie zdołał pokonać nawet 100 jardów, poddał się zupełnie wyczerpany”. Wniosek – mityczna przeprawa Leandra jest w rzeczywistości niewykonalna.

Byron jest oburzony. Chwyta więc za pióro i pisze do jednej z bardziej zaufanych osób – swojego wydawcy Johna Murraya. To właśnie Murray – wraz z przyjaciółmi poety Thomasem Moore’em i Johnem Hobhouse’em – w dwa lata później, już po śmierci Byrona, zdecyduje o spaleniu jego wspomnień. Zrobi to z obawy o reputację pisarza, który w zapiskach miał ponoć dać wyraz swoim biseksualnym preferencjom.

Tymczasem Murray ma okazję wczytać się w świadectwo zupełnie innej pasji Byrona. Być może nie tak znowu odległej od erotycznych uniesień.


Z podziękowaniami dla Janka Kłoczowskiego, który jako pierwszy opowiedział mi o pływackiej pasji Byrona.


DO PANA MURRAYA

Rawenna, 21 lutego 1821 r.

Na stronie czterdziestej czwartej pierwszego tomu „Podróży” Turnera, który mi Pan ostatnio przesłał, jest napisane, że „lord Byron, wyrażając się z taką pewnością siebie o swoich umiejętnościach, zapomniał, zdaje się, że Leander pływał w obydwu kierunkach, z przypływem i w kierunku przeciwnym, podczas gdy on (lord Byron) wykonał tylko najprostszą część zadania, płynąc wraz z przypływem z Europy do Azji”. Z pewnością nie mogłem zapomnieć tego, co jest wiadome każdemu uczniakowi, mianowicie, że Leander wypływał w nocy i wracał nad ranem. Moim celem było przekonać się, czy Hellespont można w ogóle przebyć wpław, i zarówno Panu Ekenheadowi, jak i mnie to się udało, jednemu w godzinę i pięć minut, drugiemu w godzinę i dziesięć minut. Przypływ nam nie sprzyjał; wręcz przeciwnie, bardzo trudno było poradzić sobie z prądem, który zamiast pomóc nam dotrzeć do azjatyckiego brzegu, ściągał nas w dół w kierunku archipelagu. Ani Pan Ekenhead, ani ja, ani, ośmielę się dodać, żadna osoba na pokładzie fregaty, poczynając od kapitana Bathursta, nie miała żadnego pojęcia o różnicy prądu po azjatyckiej stronie, o czym mówi Pan Turner. Nigdy o tym nie słyszałem aż do tego momentu, w przeciwnym razie obrałbym inny kurs. Jedynym motywem porucznika Ekenheada, moim zresztą również, by wyruszyć z europejskiego brzegu, było to, że niewielki przylądek powyżej Setos stanowił bardziej wysunięte miejsce startu i że fregata znajdująca się niżej, blisko azjatyckiej twierdzy, stanowiła dla nas lepszy punkt orientacyjny, pozwalający płynąć prosto; i faktycznie, dopłynęliśmy tuż obok niej.

Pan Turner pisze: „Cokolwiek wpadnie w wodę w tej części europejskiego wybrzeża, musi dotrzeć do azjatyckiego brzegu”. Jest to dalekie od prawdy, ponieważ taka rzecz, puszczona z prądem, musi dobić do archipelagu, chyba że zawieje mocny wiatr w kierunku Azji, co zdarza się rzadko.

Pan Turner usiłował przebyć trasę, zaczynając od azjatyckiej strony, co mu się nie powiodło: „Po dwudziestu pięciu minutach, w ciągu których nie zdołał pokonać nawet 100 jardów, poddał się zupełnie wyczerpany”. To wielce możliwe, z łatwością mogło mu się to zresztą przydarzyć również po europejskiej stronie. Powinien był wyruszyć kilka mil dalej, mógłby wówczas wyjść na brzeg poniżej europejskiej twierdzy. Ja zwłaszcza twierdziłem, a Pan Hobhouse wraz ze mną, że byliśmy zmuszeni pokonać w rzeczywistości trasę jednej mili wydłużoną do trzech lub nawet czterech, co było spowodowane siłą prądu. Mogę zapewnić Pana Turnera, że jego sukces przyniósłby mi wiele satysfakcji, gdyby tylko mógł podać mi jeszcze jeden przykład na dowód tego, że jest to prawdopodobne. Z jego strony jest rzeczą nie do końca uczciwą, iż z faktu, że jemu się nie udało, wnioskuje, że Leander też poniósł porażkę. Mimo to mamy cztery zarejestrowane przypadki: pewnego Neapolitańczyka, pewnego młodego Żyda, Pana Ekenheada i mój; dwa ostatnie w obecności setki angielskich świadków.

Co się tyczy różnicy prądu, nie zauważyłem żadnej; nie sprzyja on pływakowi po żadnej ze stron, lecz może zostać zahamowany przy ujściu do morza na znacznym odcinku powyżej przeciwległego punktu wybrzeża, który to odcinek pływak pragnie pokonać, ciągle jednak zmagając się z prądem; jest on silny, lecz jeśli dobrze wymierzyć, można dotrzeć do brzegu. Moje własne doświadczenie, i nie tylko moje, każe mi stwierdzić, że przeprawa Leandra była całkowicie realna. Każdy młody mężczyzna, posiadający dość dobre umiejętności pływackie, mógłby ją z sukcesem powtórzyć w obie strony. Płynąłem przez trzy godziny w poprzek Tagu, co jest wyczynem o wiele bardziej niebezpiecznym i trwającym dwie godziny dłużej. Podam jeszcze jeden przykład na to, czego można dokonać w pływaniu. W 1818 roku kawaler Mengaldo (dżentelmen z Bassano), dobry pływak, wyraził chęć przepłynięcia się z Panem Aleksandrem Scottem i ze mną. Jako że wydawał się szczególnie zaniepokojony wynikiem, daliśmy mu fory. Wszyscy trzej wystartowaliśmy z wyspy Lido i płynęliśmy w stronę Wenecji. Przy wejściu do Canale Grande Scott i ja byliśmy ładny kawał drogi z przodu i straciliśmy z oczu naszego zagranicznego przyjaciela, co jednak nie pociągało za sobą żadnych konsekwencji, ponieważ gondola, wioząca jego ubrania, była gotowa go wyłowić. Scott płynął aż do chwili, w której minął Rialto, gdzie wyszedł na brzeg, bardziej z powodu chłodu niż ze zmęczenia, spędziwszy uprzednio w wodzie cztery godziny, bez wypoczynku czy postoju, z wyjątkiem tych, jakie dawało dryfowanie na plecach – to był warunek naszego przedsięwzięcia. Kontynuowałem wyścig aż do Santa Chiara, pokonując cały Canale Grande (nie licząc dystansu od samej Lido), i wyszedłem na brzeg w miejscu, w którym Laguna ponownie otwiera się na Fusinę. Zgodnie z moim zegarkiem byłem w wodzie, bez pomocy i odpoczynku oraz przez cały czas nie dotykając ani gruntu, ani łodzi, cztery godziny i dwadzieścia minut. Świadkiem tych zmagań przez większą część naszego występu był Pan Hoppner, Konsul Generalny, były one także znane wielu innym osobom. Jeśli Pan Turner uważa, że warto poświęcić temu chwilę, może z łatwością zweryfikować ten fakt, zwracając się do Pana Hoppnera. Nie byliśmy, rzecz jasna, w stanie dokładnie ustalić dystansu, był on jednak znaczny.

Przepłynąłem Hellespont zaledwie w jedną godzinę i dziesięć minut. Jestem teraz dziesięć lat starszy, biorąc pod uwagę metrykę, i dwadzieścia, biorąc pod uwagę stan zdrowia, od człowieka, który przepłynął wtedy Dardanele, a jednak dwa lata temu byłem w stanie płynąć cztery godziny i dwadzieścia minut. Jestem pewien, że byłbym w stanie kontynuować ten wysiłek jeszcze przez dwie godziny, choć miałem przy spodniach dodatkowy sprzęt, który w żadnym razie nie pomagał mi w przedsięwzięciu. Moi dwaj towarzysze również przebywali cztery godziny w wodzie. Mengaldo mógł mieć około trzydziestu lat, Scott około dwudziestu sześciu.

Z tym doświadczeniem w pływaniu w różnych okresach życia, nie tylko w tym miejscu, lecz również gdzie indziej, dzielonym z rozmaitymi osobami, jak mógłbym zwątpić, że wyczyn Leandra jest całkowicie wykonalny? Jeśli trzy osoby pokonały odcinek dłuższy niż Hellespont, dlaczego nie miałyby przepłynąć krótszego? No, ale Panu Turnerowi się nie udało i naturalnie, szukając racjonalnej wymówki dla swojej porażki, obwinił o nią azjatycki brzeg cieśniny. Usiłował płynąć dokładnie w poprzek zamiast płynąć nieco wyżej, by osiągnąć dogodny punkt. Równie dobrze mógłby próbować przefrunąć ponad górą Atos.

To, że młodemu Grekowi, żyjącemu w heroicznych czasach, zakochanemu i z członkami pełnymi wigoru, mogła udać się taka próba, nie jest ani cudowne, ani wątpliwe. Czy podjął się on takiej próby, czy też nie, to jest już inna kwestia, ponieważ mógł mieć małą łódkę, która miała za zadanie oszczędzić mu kłopotów.

Z wyrazami oddania,

BYRON

* List w moim tłumaczeniu za: George Gordon Byron Baron Byron, Thomas Moore, ‘Life, Letters, and Journals of Lord Byron’, John Murray, London 1839.