Print Friendly, PDF & Email

Pływanie jako źródło poetyckiej inspiracji? Czemu nie. Jest przynajmniej kilku poetów, u których można znaleźć ślad fascynacji wodą i pływackimi umiejętnościami.  Weźmy choćby Byrona, pierwszego poetę wśród pływaków i pierwszego pływaka wśród poetów, lub Czesława Miłosza.

Okazuje się, że do tej grupy należy także Adam Zagajewski, którego wiersz pt. „O pływaniu” przesłał mi kiedyś przyjaciel i niezmordowany pożeracz poezji dr Łukasz Wróbel. W utworze Zagajewskiego nie znajdziemy Byronowskiej apologii walki z wodnym żywiołem, ani sportowych emocji. Jest w nim za to fascynacja morzem, które przypomina u poety szepczącego coś do nas olbrzyma i jedno z piękniejszych porównań – pływania do modlitwy. Trzeba przyznać, że dobrze uchwycone. Obie czynności karmią się bowiem powtórzeniem i obie obiecują niezwykłą przygodę – spotkanie z zupełnie inną rzeczywistością.


O pływaniu

Rzeki tego kraju są słodkie
jak śpiew Trubadurów,
ciężkie słońce wędruje na zachód
na żółtych wozach cyrkowych.
W małych wiejskich kościołach
objawia się tkanina ciszy tak wąskiej
i tak starożytnej, że nawet oddech
potrafi ją rozerwać.
Lubię pływać w morzu, które wciąż
coś mówi do siebie
monotonnym głosem wędrowcy,
co już nie pamięta
od jak dawna jest w podróży.
Pływanie jest jak modlitwa:
dłonie łączą się i rozdzielają,
łączą i rozdzielają,
nieomal bez końca.

Adam Zagajewski

(Z tomu „Pragnienie”, 1999)