Print Friendly

Wśród wszystkich pisarzy świata istnieje tylko jeden, który zaprojektował publiczny odkryty zespół basenów. Ba, ów zespół basenów nie tylko powstał, ale działa do dziś. Pisarzem tym jest Max Frisch, a budowla, o której mowa, to Freibad Letzigraben (obecnie Max-Frisch-Bad) – odkryta pływalnia w zuryskiej dzielnicy Albisrieden.

Freibad Letzigraben, 10-metrowa wieża do skoków. Fot. Port(u*o)s. Źródło: Wikimedia Commons.

Freibad Letzigraben, 10-metrowa wieża do skoków. Fot. Port(u*o)s. Źródło: Wikimedia Commons.

Jak do tego doszło? Wielbiciele powieści i dramatów Maxa Frischa doskonale wiedzą, że wyuczonym zawodem szwajcarskiego pisarza była architektura. Fach, którym zajmował się zresztą również jego ojciec. Frisch ukończył studia architektoniczne w 1940 r. Trzy lata później, gdy przez Europę przewalała się wojenna burza, znalazł się wśród 65 młodych architektów, którzy wystartowali w konkursie na projekt zespołu basenów w Albisrieden. Frisch konkurs wygrał, co, nawiasem mówiąc, pozwoliło mu na otworzenie własnego studia i zatrudnienie kilku projektantów.

Zespół basenów Freibad Letzigraben w Zurychu. Źródło: Picture-Alliance/KEYSTONE/PHOTOPRESS-ARCHIV.

Zespół basenów Freibad Letzigraben w Zurychu. Źródło: Picture-Alliance/KEYSTONE/PHOTOPRESS-ARCHIV.

Inaugurację basenu zaplanowano na 1947 rok, ale z powodu braku materiałów budowlanych, spowodowanego działaniami wojennymi, pływalnia została uruchomiona dopiero w 1949 roku. Wzmiankę o tym wydarzeniu możemy zresztą przeczytać w „Dzienniku” Frischa:

„Dzisiaj, w sobotę osiemnastego czerwca, otwarto nasz zespół basenów. Słoneczny dzień i dużo narodu. Pływają, skaczą z wież. Trawniki pełne ludzi trochę nagich, a trochę ubranych pstrokato, i jest jak w prawdziwe święto. Kilkoro wiekowych ludków nie kąpie się oczywiście, ale podziwia liczne kwiaty, a do pawilonu z niebiesko-białymi storami, który stoi na wzgórzu szubienicznym, walą tłumy. Wszystko przed użyciem przechodzi najpierw oględziny, jak nowa zabawka. Tylko dzieci bez namysłu rzucają się do wody, tak jakby to coś istniało od zawsze. Cały zespół zbudowany przez miasto Zurych, kosztuje cztery i pół miliona franków. Mieści cztery tysiące dwieście osób, składają się nań trzy duże baseny – dla umiejących pływać, dla nieumiejących i sportowy; wodę bez przerwy oczyszcza filtr. Zespół ten, drugi tego typu, jaki dotychczas wzniesiono w Zurychu, znajduje się w dzielnicy zamieszkanej głównie przez różnego rodzaju pracowników fizycznych i umysłowych” [1].

Okładka albumu Maxa Frischa i Gustava Ammanna poświęconego basenom w Albisrieden.

Okładka albumu Maxa Frischa i Gustava Ammanna poświęconego basenom w Albisrieden.

Baseny w Albisrieden były typowym przykładem klasycznego modernizmu spod znaku Neue Bauen (do twórców tej szkoły należał zuryski nauczyciel Frischa William Dunkel). Miały być przede wszystkim funkcjonalne i nastawione na spełnienie podstawowych potrzeb społecznych, bez względu na zamożność użytkowników. Wbrew niektórym negatywnym opiniom na temat modernistycznej architektury projekt Frischa nie jest jednak masywnym, betonowym klockiem. Jest delikatny i ażurowy, co można dostrzec choćby w metalowych wykończeniach wieży do skoków lub w lekkiej konstrukcji przebieralni.

Freibad Letzigraben

Freibad Letzigraben (dziś Max-Frisch-Bad). Widok na wieżę do skoków i przebieralnie.

Na koniec pozostaje zapytać, czy sam Frisch pływał. Tak, owszem, choć trudno stwierdzić, czy był namiętnym pływakiem. Na pewno umiał cieszyć się wodą, czego nie można powiedzieć o jego przyjacielu Bertoldzie Brechcie. O obojętności Brechta na uroki wodnego żywiołu pisze w „Dzienniku” sam Frisch. Oto jak wyglądał ich wspólny pobyt nad jednym ze szwajcarskich jezior na rok przed otwarciem basenu w Albisrieden:

„Wczoraj poszliśmy się razem kąpać, pierwszy raz, kiedy widzę Brechta na łonie natury, czyli w otoczeniu, które nie daje się zmienić i dlatego mało go ciekawi. […] Martwi się tylko, czy złapie nas nadciągająca burza, czy nie. Jezioro jest zielone, zmierzwione od wiatru, niebo żółte jak siarka i fioletowe. Brecht zaopatrzony w szary kaszkiet jak to on, opiera się o trochę zmurszałą poręcz, paląc cygaro. Zmurszałość zauważa, owszem, i robi żartobliwą aluzję do kapitalizmu. Przebiera się w budce, dopiero kiedy ja już pływam. Nad miastem błyska się na niepogodę, na tle dalekich wzgórz skośne smugi deszczu, ptaki kołują, szeleszczą liście wielkich buków, na szosie wzbijają się tumany kurzu. W końcu widzę, że wchodzi do wody, robi kilka ruchów pływackich i z powrotem znika w budce. Jego żona i ja chwilę jeszcze pływamy pośród szybkich bryzgających fal. Kiedy wracam na ląd, Brecht stoi ubrany już znowu w swój szary kaftan, w szarym kaszkiecie na głowie, i zapalając kolejne cygaro, chwali orzeźwienie” [2].

Cóż, porównując te dwie postawy, powiem krótko – wybieram Frischa.

 

Przypisy:

[1] Max Frisch, „Dziennik 1946–1949”, przeł. Jakub Ekier, wyd. W.A.B., Warszawa 2015, s. 266.
[2] Tamże, s. 223.