Print Friendly

Czy pamiętacie scenę otwierającą film Anthony’ego Minghelli „Angielski pacjent”? Na ekranie widzimy rękę nieznanego mężczyzny, który kilkoma pociągnięciami pędzelka kreśli na kamiennej powierzchni uproszczoną sylwetkę pływaka. Figura płynącego mężczyzny w kolorze ochry to kopia wizerunku jednej z licznych postaci, które pokrywają ściany tzw. Jaskini Pływaków, znajdującej się w masywie górskim Dżabal al-Uwajnat położonym na terytorium Egiptu niedaleko granicy z Libią i Sudanem. Jak ustalili badacze, malunki pochodzą z młodszej epoki kamienia i zostały wykonane ok. 8000 lat temu. Jeśli przyjąć, że rzeczywiście przedstawiają one pływających ludzi, są to najstarsze zachowane wizerunki pływaków.

Jeśli… Skąd bowiem pływacy na środku Sahary?

Zdjęcie satelitarne masywu górskiego Dżabal al-Uwajnat, Pustynia Libijska. Źródło: Wikimedia Commons.

Zdjęcie satelitarne masywu górskiego Dżabal al-Uwajnat, Pustynia Libijska. Źródło: Wikimedia Commons.

Żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie, trzeba się cofnąć do roku 1933, a więc do momentu odkrycia jaskini przez słynnego rajdowca, lotnika i badacza pustyni László Almásyego. Życiorys tego węgierskiego arystokraty, a w czasie wojny niemieckiego szpiega, pełen był przygód i nagłych zwrotów akcji, nic więc dziwnego, że Michael Ondaatje w swojej powieści, a następnie Minghella w zrealizowanym na jej podstawie filmie uczynili Almásyego jednym z głównych bohaterów (na dużym ekranie zagrał go Ralph Fiennes). Urodził się na terenie dzisiejszej Austrii, wychował w Anglii. W czasie I wojny światowej należał do austro-węgierskich Cesarsko-Królewskich Sił Powietrznych. Po zakończeniu walk wrócił na krótko do Wielkiej Brytanii, udzielał się tam m.in. w Eastbourne Flying Club. W latach 20. przebywał na Węgrzech, pracując jako przedstawiciel samochodowej firmy Steyr Automobile. To w tym okresie namówił księcia Antala Eszterházyego na samochodową wyprawę wzdłuż Nilu z Aleksandrii do Chartumu. Był to pierwszy pobyt Almásyego w Afryce Północnej.

almasy_es_eszterhazy_antal_afrika1

Wspólna wyprawa László Almásyego i księcia Antala Eszterházyego do Chartumu, 1929.

Jego prawdziwa przygoda z Saharą zaczęła się jednak dopiero na początku lat 30., gdy dołączył do wyprawy zorganizowanej w celu odnalezienia mitycznej Zerzury – miasta, które zgodnie z XV-wiecznym arabskim manuskryptem „Kitab al-Kanuz” miało znajdować się na zachód od Nilu w sercu Pustyni Libijskiej. Zgodnie z legendą w Zerzurze, czyli „Oazie ptasząt”, przebywała uśpiona królewska para oraz ukryte były skarby, strzeżone przez czarne olbrzymy.

Almásy wyprawiał się na Saharę w poszukiwaniu Zerzury kilkakrotnie. Pierwszy raz w 1932 roku, później jeszcze dwa razy – wiosną i jesienią w roku następnym. W czasie tego ostatniego pobytu na pustyni wraz z niemieckim etnografem Leo Frobeniusem, jego pomocnikiem Hansem Rhotertem i rysowniczką Elisabeth Pauli odkrył w Dżabal al-Uwajnat Jaskinię Pływaków. W książce „Ismeretlen Szahara” (Nieznana Sahara), wydanej zaraz po tym wydarzeniu, Almásy utrzymywał, że figury pływaków w sposób realistyczny oddają zachowanie neolitycznych mieszkańców Sahary, która była kiedyś obszarem o umiarkowanym klimacie, zamieszkanym przez liczne zwierzęta.

László Almásy podczas jednej ze swoich saharyjskich wypraw. Źródło: Wikimedia Commons.

László Almásy podczas jednej ze swoich saharyjskich wypraw. Źródło: Wikimedia Commons.

W latach 30. teza Almásyego szokowała, jednak dziś twierdzenie o zielonej Saharze nikogo nie dziwi. Naukowcy są zgodni, że w końcówce tzw. wilgotnego okresu afrykańskiego, a więc pomiędzy ósmym a czwartym tysiącleciem p.n.e., tereny Północnej Afryki przypominały dzisiejszy Sahel i były pokryte jeziorami, obok których żyły liczne stada antylop, żyraf i słoni. Okresowo rosły tu dęby, lipy, olsze, leszczyny, wiązy. O skali tego neolitycznego nawodnienia niech świadczy choćby fakt, że jezioro Czad było wówczas większe od Morza Kaspijskiego. Na Saharze było gdzie pływać.

Czy zatem naskalne malowidła z Dżabal al-Uwajnat naprawdę przedstawiają pływaków? Pomimo wiedzy o drastycznej zmianie klimatu, jaka nastąpiła w okolicach równika po ciepłym i wilgotnym okresie subpluwialnym, naukowcy nie są co do tego zgodni. Już towarzyszący Almásyemu i Frobeniusowi Hans Rhotert twierdził, że sylwetki rzekomych pływaków są tak naprawdę wizerunkami zmarłych udających się w zaświaty. Podobnie sądzi dziś francuski antropolog Jean-Loïc Le Quellec.

Nawet jeśli tak jest, ta prehistoryczna wędrówka do krainy zmarłych i tak przybiera znaną wszystkim miłośnikom sportów wodnych formę. Z wyciągniętymi przed siebie rękami i głową uniesioną jak przy żabce, nasi przodkowie z epoki późnego kamienia dosłownie „odpływają” na tamtą stronę. Kto wie, może właśnie tak wyglądało ich wyobrażenie o pośmiertnym żywocie – zmarły człowiek łagodnie zanurzał się w chłodne wody neolitycznego Styksu.