Print Friendly, PDF & Email

30 lipca 1952 roku był wyjątkowym dniem dla francuskiego sportu. To właśnie wówczas w Helsinkach dziewiętnastoletni Jean Boiteux zdobył dla Francji pierwszy złoty medal olimpijski w pływaniu (jeśli nie liczyć złotego medalu Charles’a Devendeville’a z 1900 roku, zdobytego w dość oryginalnej i szybko zarzuconej konkurencji – pływaniu pod wodą). Boiteux dokonał tego wyczynu, wygrywając wyścig na dystansie 400 m stylem dowolnym.

Zwycięstwo Francuza nie było niespodzianką. Miał on co prawda silnych konkurentów – Szweda Per-Olofa Östranda i Amerykanina Forda Konno – jednak już w półfinałach zdołał pobić rekord olimpijski, zyskując miano niekwestionowanego faworyta w finałowym wyścigu. Psychologiczną przewagę Boiteux nad innymi zawodnikami zwiększały również obecność i wsparcie legendarnego Albana Minville’a, trenera najlepszego podówczas klubu pływackiego we Francji Dauphins du TOEC z Tuluzy i nauczyciela takich pływackich sław jak Alex Jany czy Alfred Nakache.

Minville był znakomitym strategiem i dokładnie zaplanował start swojego podopiecznego. Boiteux przez pierwsze 200 m trzymał się blisko Östranda i Konno, lecz nie starał się ich wyprzedzić. Płynął metr za nimi. Przyspieszył w połowie, by na ostatnich 100 m, zwłaszcza dzięki dynamicznemu nawrotowi, uzyskać trwałą przewagę. Konno starał się jeszcze walczyć na ostatniej długości basenu, ale nie zdołał odrobić strat.

Mężczyzna w baskijskim berecie

Wyścig zakończył się być może najsłynniejszą sceną w historii pływania sportowego. Po dotknięciu ściany przez zwycięzcę – jeszcze zanim pozostali zawodnicy zdołali ukończyć bieg – do basenu wskoczył krzepki mężczyzna w średnim wieku, ubrany w białą koszulę, spodnie oraz charakterystyczny baskijski beret i, płacząc, zaczął ściskać w wodzie świeżo upieczonego złotego medalistę. Był to ojciec pływaka – Gaston Boiteux.

Jean Boiteux ze swoim ojcem na igrzyskach olimpijskich w Helsinkach po wygranej na dystansie 400 m stylem dowolnym. United Press.

Jean Boiteux ze swoim ojcem na igrzyskach olimpijskich w Helsinkach po wygranej na dystansie 400 m stylem dowolnym. United Press.

Zdjęcia, na których dziennikarze uwiecznili ten moment, szybko obiegły świat. Szybko stały się też ikoną sportowych wzruszeń. Muzeum Olimpijskie w Lozannie jedno spośród nich zaliczyło do grona stu najważniejszych fotografii sportowych XX wieku. Cóż może być bowiem bardziej poruszającego w sporcie niż łzy rodzica, dumnego z sukcesu swojego dziecka?

Słynny skok Gastona Boiteux do olimpijskiego basenu to jednak coś więcej niż wynik silnego, choć chwilowego wzruszenia. To zwieńczenie długiego procesu, w którym sportowa kariera zależy w równym stopniu od pracowitości i samozaparcia zawodnika, jak i od wsparcia jego rodziców.

Rodzina pływaków

Kim był Gaston Boiteux? Przede wszystkim właścicielem gospodarstwa rolnego w La Ciotat, miejscowości położonej niedaleko Marsylii, trudno nazwać go jednak zwykłym rolnikiem. Doskonale pływał. Brał udział w licznych wyścigach długodystansowych na wodach otwartych. W barwach klubu Stade Toulousain zdobył nawet na mistrzostwach Francji w 1921 roku srebrny medal na dystansie 500 m stylem dowolnym. Swoich synów zachęcał do pływania od najmłodszych lat. Cała rodzina trenowała w La Ciotat w jednym z czterech zbiorników retencyjnych, służących do nawadniania pól.

Ojciec Jeana Boiteux nie był zresztą jedyną osobą w rodzinie, dla której pływanie stanowiło ważną sportową aktywność. W 1928 roku Gaston poślubił kraulistkę Bibienne Pellegry, późniejszą matkę złotego medalisty, która dwukrotnie reprezentowała Francję w sztafecie 4 x 100 m stylem dowolnym na olimpiadzie – w Paryżu w 1924 roku i cztery lata później w Amsterdamie. Za każdym razem jej drużyna dopływała jako piąta.

Jean Boiteux podczas treningu.

Jean Boiteux podczas treningu.

Gaston Boiteux szybko dostrzegł w Jeanie ogromny talent. Widział także jego fascynację sportowymi wyczynami największych pływaków, ów charakterystyczny błysk w oku, który pojawiał się w takich momentach, jak ten, kiedy francuski mistrz pływania Alex Jany bił w Marsylii rekord świata na dystansie 200 m stylem dowolnym. Nie szczędząc pieniędzy i wysiłków, wysłał syna do szkoły do Tuluzy i wystarał się dla niego o miejsce w jednym z najlepszych klubów, wspomnianym Dauphins du TOEC. Zresztą Jean doceniał gest ojca. Po latach na dość nierozsądne pytanie dziennikarza, czy żywiołowe zachowanie Gastona Boiteux po wygranej w Helsinkach jest największym prezentem, jaki ojciec może zrobić synowi, olimpijczyk odparł: „Myślę, że najpiękniejszym prezentem było wysłanie mnie do Tuluzy, opłacenie internatu i pokrycie innych kosztów!” [1].

Pływanie to sport zespołowy

Historia kariery Jeana Boiteux to kolejny dowód na to, że pływanie jest w najgłębszym tego słowa znaczeniu sportem zespołowym. W przypadku tego zawodnika najważniejszymi osobami w jego „zespole” byli rodzice, a potem Alban Minville – surowy, ale jednocześnie troskliwy trener.

Jean Boiteux sam miał zresztą wielokrotnie okazję wspierać innych pływaków. Po dość słabych występach na igrzyskach w Melbourne w 1956 roku zaprzestał startów, przeniósł się do Akwitanii i objął funkcję trenera technicznego w klubie Girondins de Bordeaux Natation. Potrafił się poświęcić dla drużyny. Gdy w 1988 roku na mistrzostwach Francji rozgrywanych w Vitelle jeden z zawodników startujących w sztafecie 10 x 100 m stylem dowolnym zachorował tuż przed wyścigiem, Boiteux postanowił stanąć w szranki w jego zastępstwie [2]. Miał wówczas 55 lat. Osiągnął czas 1:08.00. Swoją zmianę kończył wśród owacji na stojąco.

 

Przypisy:

[1] „Jean Boiteux, l’unique champion olympique de la natation française”, „Le MAGue”, 8 września 2004 [dostęp: 04.11.2017].
[2] Por. Thomas Bach, „Les nageurs girondins orphelins”, „Imprimatur”, nr 664, 15 kwietnia 2010, s. 4.