Print Friendly, PDF & Email

Badanie sportowych tradycji w przednowożytnej Europie przypomina nieco pracę detektywa. Z garści wzmianek rozsianych w nielicznych dokumentach, paru zachowanych wizerunków i nielicznych informacji, jakie przynosi analiza archeologiczna, badacz musi zbudować przekonujący i spójny opis praktyki społecznej, która nigdy nie miała pierwszoplanowego charakteru. Zadanie jest jeszcze dość proste w przypadku wielkich sportowych widowisk, jakimi były greckie lub rzymskie igrzyska. Dysponujemy bowiem ich dość dokładnymi opisami. Schody zaczynają się, gdy zadajemy pytanie o tradycje ludów o mniej rozwiniętej kulturze piśmienniczej. A już zadaniem niemal niemożliwym do wykonania staje się próba odpowiedzi na pytanie o ich umiejętności pływackie.

Germańskie kąpiele

Tak też rzecz się ma z naszą wiedzą o pływackich zdolnościach Germanów. W swojej słynnej „Wojnie galijskiej”, w której znajdują się liczne opisy ich obyczajów, Juliusz Cezar jedynie dwa razy wspomina o germańskim zamiłowaniu do wody. W księdze IV pisze, że Swebowie, „największy i najbitniejszy lud pomiędzy wszystkimi Germanami”, nawet w najbardziej chłodnych rejonach noszą odzież uszytą ze skór, które zakrywają jedynie część ich ciał, i że „kąpią się w rzekach” [1]. Równie lakoniczna informacja znajduje się w księdze VI. Cezar przedstawia w niej Germanów niczym Spartan Północy. Ćwiczą się oni w rzemiośle wojennym od małego i od dzieciństwa „przywykają do trudów i niewygód”, przy czym ich krzepa pochodzi między innymi stąd, że do dwudziestego roku życia powstrzymują się od współżycia seksualnego. Jak podkreśla rzymski przywódca, „nie ma żadnej możliwości ukrycia tego, ponieważ wspólnie kąpią się w rzekach, a jako odzienia używają skór i małych futerek, pozostawiających znaczną część ciała nie osłoniętą” [2]. Znów mamy więc wzmiankę o skąpym ubiorze oraz ogólnikową informację o kąpielach w rzekach.

„Wercyngetoryks składa broń u stóp Juliusza Cezara”, Lionel Noel Royer, 1899, Crozatier Museum at Le Puy-en-Velay

„Wercyngetoryks składa broń u stóp Juliusza Cezara”, Lionel Noel Royer, 1899, Crozatier Museum at Le Puy-en-Velay

Kąpiel niekoniecznie musi równać się pływaniu i uwagi Julisza Cezara mogą się odnosić jedynie do pewnych nawyków higienicznych. A jednak trudno sobie wyobrazić rzeczne ablucje bez choćby śladowych umiejętności pływackich. Rzeki, ze swoim zmiennymi prądami i wirami, były (i nadal są) dość wymagającym środowiskiem wodnym. Jeśli ludy germańskie rzeczywiście często korzystały z ich orzeźwiających uroków, musiały dość dobrze radzić sobie w wodzie. Ścisły związek kąpieli w rzece z pływaniem potwierdza o trzy wieki młodszy od Cezara rzymski historyk Herodian. W dziele opisującym historię Rzymu po okresie panowania Marka Aureliusza pisze on, że germańscy wojownicy byli doskonałymi pływakami dlatego, że jedynymi miejscami do kąpieli były u nich rzeki [3]. W ten sposób cywilizacyjne zapóźnienie Germanów (nie znali wynalazku łaźni) zaowocowało niespodziewanie nader przydatną zdolnością.

Batawowie Tacyta

Jest jednak rzeczą więcej niż pewną, że trening pływacki nie kończył się u Germanów na powtarzanej co jakiś czas toalecie na łonie natury. Starożytnym znana była niezwykła sprawność, z jaką niektóre oddziały germańskie przeprawiały się przez rzeki w pełnym rynsztunku. Wspomina o tym Tacyt. W swoich „Dziejach” opisuje on plemię Batawów zamieszkałe u ujścia Renu i sprzymierzone z Rzymianami. Wskazuje on zwłaszcza na jedną ich cechę:

„Długo w wojnach germańskich zaprawiani, zdobyli potem jeszcze większą chwałę w Brytanii, dokąd przeprawiano ich kohorty, którymi według dawnego zwyczaju najznakomitsi spośród ich ziomków dowodzili. Mieli też w ojczyźnie doborową jazdę, która dzięki specjalnemu zamiłowaniu do pływania umiała zatrzymując broń i konie w całych szwadronach przez Ren się przeprawiać” [4].

Fragment kolumny Trajana. Danuvius, personifikacja Dunaju

Fragment kolumny Trajana. Danuvius, personifikacja Dunaju

Przeprawa przez rzekę w pełnym uzbrojeniu, wraz z koniem i z zachowaniem szyku bojowego wymaga długich ćwiczeń i nie ulega wątpliwości, że forsowanie rzeki wpław było u wojowniczych Batawów częścią wojskowego przysposobienia. Tę umiejętność swoich barbarzyńskich sprzymierzeńców Rzymianie zresztą wielokrotnie wykorzystywali, co potwierdza inne świadectwo. Kasjusz Dion w zredagowanej na początku III w. n.e. „Historii rzymskiej” pisze, że oddziały Batawów w służbie Hadriana bez trudu pokonały Dunaj wraz z całym ekwipunkiem [5].

Można więc śmiało stwierdzić, że przynajmniej część plemion germańskich świadomie i systematycznie rozwijała umiejętności pływackie, które były później wykorzystywane w czasie walki. Co jednak z czysto sportową rywalizacją?

Beowulf, czyli pływanie z dzidą

Żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie, trzeba założyć siedmiomilowe buty historyka starożytności i z Rzymu cezarów przenieść się w wiek X na Wyspy Brytyjskie. To właśnie tam na przełomie tysiącleci powstał najstarszy znany zabytek piśmiennictwa staroangielskiego – poemat epicki „Beowulf” [6]. Tytułowy bohater jest wojownikiem z plemienia Geatów (Gotów) zamieszkujących południowo-zachodnie tereny dzisiejszej Szwecji. Na początku poematu przybywa on do króla Duńczyków Hrodgara, by pomóc mu w walce z potworem Grendlem, zamieszkującym „bagna i błota” i od dwunastu lat mordującym biesiadników zbierających się w królewskim „domu dla miodu”, olbrzymiej budowli przeznaczonej na świętowanie, nazwanej przez Hrodgara Rogaczem (stang. Heorot). Beowulf zabija potwora, a następnie jego matkę, która mieszka w podwodnej grocie na dnie jeziora. Powróciwszy do rodzimej Gotalandii (nie mylić z dzisiejszą wyspą Gotlandia), Beowulf zostaje królem Geatów. Po pięćdziesięciu latach rządów musi jeszcze raz zmierzyć się z piekielnymi mocami. Walczy z pustoszącym okolice smokiem, którego ostatecznie zabija, jednak sam również zostaje ranny i niedługo umiera.

Beowulf

Współczesne wydanie „Beowulfa”

Tyle, jeśli chodzi o najważniejsze wątki eposu. Dla nas największą wartość mają jednak dwie krótkie historie wspomniane zdawkowo przez narratora. Pierwsza zostaje włożona w usta duńskiego wojownika Unfreda, syna Egglafa, już na samym początku poematu. Duńczyk rozpoznaje Beowulfa jako tego, który będąc młodzieńcem wraz ze swoim przyjacielem Breką „mierzył się w pływaniu na pełnym morzu”:

(…) Żaden mąż nie mógł,
druh ani wróg, zawrócić was
z wyprawy zgubnej wpław po wodzie,
gdyście w uścisku szlak mórz objęli
prąd morski mierząc prędkimi rękoma,
mknący po mężu z dzidą. Morze
wezbrało zimowe. Wyście z wodą
walczyli siedem nocy. Wygrał on
był silniejszy niż ty i o świcie
na brzeg wyniosło go bitnych Raumów.

Beowulf z oburzeniem wysłuchuje opowieści Unfreda o wygranej Breki („Ja mam za prawdę, / żem w morzu mocniejszy i dokonałem / w wodzie więcej niż kto bądź z wojów”) i podaje swoją wersję wydarzeń:

Daliśmy sobie słowo, my dwaj,
i ślubowaliśmy, młodzi śmiałkowie,
wręcz dzieci, na mężu morskim z dzidą
życie narazić i zrobili, jak rzekli.
Miecz nagi mieliśmy, w morze płynąc,
twardo w ręku, by od wielorybów
bronić się. Ni on zgoła ode mnie
daleko po morzu nie mógł odpłynąć,
tak chyży, ni ja chciałem od niego.
i tak byliśmy razem na toni
pięć nocy, aż fala nas rozdzieliła,
kipiel potężna, pogoda mroźna,
noc ciemniejąca i wiatr północny
przeciw nam zaciekły. W zajadłej fali
roiły się rybska wielce rozżarte.
Tu ratowała mnie ręcznie łączona
koszula na ciele, skuta z kółek,
bojowy strój, tkany, na piersi był
zdobny złotem. Na dno mnie zła
wciągnęła bestia, ze wściekłą siłą
trzymając mnie. Ale trzeba szczęścia,
żem dzikiego potwora dźgnął czubkiem
bojowego miecza i zamęt bitwy
umorzył mą ręką morskiego zwierza.

Drugi interesujący nas fragment poematu zawiera wzmiankę o walkach starego króla Geatów Hygelaka, któremu towarzyszył również Beowulf, z Fryzami, zamieszkującymi tereny u ujścia Renu. Hygelak zginął podczas bitwy. Samemu Beowulfowi udało się wymknąć „dzięki temu, że dzielnie pływał, a na ręku miał trzydzieści rynsztunków”. To jednak nie wszystko. Nie dość, że Beowulf uciekł spod fryzyjskich mieczy, rzucając się wpław w morze, to na dodatek udało mu się tą drogą dotrzeć aż do rodzinnej Gotalandii.

Wpław czy łodzią?

Uczeni jednogłośnie stwierdzają, że opowieści o pływackich wyczynach Beowulfa nie opisują prawdopodobnych zdarzeń, lecz są zamierzoną hiperbolą, która ma podkreślać męstwo głównego bohatera. Wyścig w lodowatym morzu z obciążeniem w postaci włóczni lub miecza trwający nieprzerwanie siedem dni i tyleż nocy musiałby się skończyć hipotermią nawet u średniowiecznego herosa. Jeszcze bardziej niemożliwą wydaje się przeprawa wpław z Fryzji do Gotalandii, która wymagałaby opłynięcia niemal całego Półwyspu Jutlandzkiego z, bagatela!, trzydziestoma rynsztunkami na ramieniu.

Najważniejsze badawcze pytanie nie sprowadza się jednak do tego, czy opisane wydarzenia miały rzeczywiście miejsce, lecz czy niewątpliwie fantastyczne przygody Beowulfa są odbiciem realnie istniejących praktyk wśród germańskich ludów. Innymi słowy, czy było zwyczajem Geatów ściganie się w morzu na długie dystanse?

Wyprawa Wikingów

Wyprawa Wikingów. Obraz współczesny

Odpowiedź nie jest prosta. Amerykański badacz Karl P. Wentersdorf, którego dociekaniom tekst ten bardzo dużo zawdzięcza, w wiarygodny sposób dowiódł, że trudno mówić o jakiejś rozpowszechnionej praktyce, o ile w ogóle można twierdzić, że pływackie zmagania długodystansowe były Germanom, czy też dokładniej – Skandynawom, znane [7]. Dokonując analizy porównawczej, Wentersdorf wykazał, że o morskich wyścigach wpław wśród Europejczyków z północy mówi tylko… „Beowulf”. Z dużym prawdopodobieństwem można więc stwierdzić, że przeprawa gaeckiego bohatera przez Morze Północne z Fryzji do Gotalandii wraz z toną uzbrojenia musiała odbyć się na jakiejś małej łodzi (sama bitwa u wybrzeży Fryzji, w której brał udział Beowulf, jest poświadczona historycznie). Być może taki charakter miała też rywalizacja z Breką, która zamieniłaby się w takim przypadku w małe regaty.

Islandzkie sagi

Należy być jednak ostrożnym ze zbyt kategorycznymi sądami. O ile Wentersdorfowi udało się udowodnić, że Skandynawowie nie organizowali morskich pływackich zawodów długodystansowych, o tyle nie oznacza to, że w ogóle nie pływali oni na długie dystanse w morzu czy że w ogóle nie organizowali pływackich zmagań. W sukurs przychodzą nam w tym miejscu islandzkie sagi, opisujące wydarzenia, które miały miejsce w wiekach X i XI.

„Saga o Grettirze”, poświęcona przygodom islandzkiego wojownika i banity Grettira Ásmundarsona, opisuje m.in. wyczyn bohatera, którego dokonał pod koniec swego burzliwego życia. Ostatnie lata Grettir wraz ze swoim bratem Illugim oraz niewolnikiem Glaumurem spędził na wyspie Drangey, leżącej w zatoce Skagafjörður na północnym wybrzeżu Islandii. Pewnej zimowej nocy niewolnik nie dopilnował ognia, który zgasł. Nie było innej możliwości jego rozniecenia niż udanie się na wybrzeże Islandii. Bohaterowie nie posiadali żadnej łodzi, Illugi zaproponował więc, żeby poczekali, aż jakiś statek przybędzie na Drangey. Grettir uznał to za zbyt ryzykowne. Postanowił przepłynąć zatokę wpław i przynieść ogień:

„«Podejmę próbę i zobaczę, czy uda mi się dotrzeć do brzegu». «To desperackie przedsięwzięcie», powiedział Illugi. «Będziemy zgubieni, jeśli coś ci się stanie». «Nie powinienem utonąć w cieśninie», odparł Grettir. (…) Najkrótsza droga z wyspy do stałego lądu liczyła sobie jedną milę morską. Grettir przygotował się więc do przeprawy. Nałożył koszulę ze zgrzebnego materiału i zatknął ją za ściśnięte pasem spodnie. Palce miał ciasno związane, w ten sposób, że przypominały płetwę. Pogoda była dobra. Kiedy późnym popołudniem wyruszał z wyspy, Illugi czuł, że przedsięwzięcie może się nie udać; lecz podczas przeprawy przez fiord prąd sprzyjał Grettirowi, a morze było spokojne. Grettir walczył dzielnie i dotarł do Reykjanes po zachodzie słońca. (…) Kiedy rozniosła się wieść, że Grettir przepłynął mile morską, każdy był zdumiony jego sprawnością – zarówno w morzu, jak i na lądzie” [8].

Wyspa Drangey

Wyspa Drangey dziś

Islandzka mila morska liczyła ok. czterech mil angielskich, czyli 6,5 km. Według świadectwa badacza Finnura Jónssona w 1927 r. dystans 7,5 km dzielący wyspę Drangey od stałego lądu udało się pokonać wpław w 4,5 godziny. Wyczyn Grettira nie wydaje się więc czymś nadludzkim, choć bez wątpienia wymaga olbrzymiej wytrzymałości i zaznajomienia z wodnym żywiołem.

Inna sagą, której autor wspomina o pływackich umiejętnościach bohatera, jest „Saga o Egilu”, opowiadająca o przygodach Egila Skallagrímssona, wojownika, poety i awanturnika:

„Pewnego dnia Egil spytał, który z jego towarzyszy popłynie jak najdalej w głąb jeziora tak rozległego, że najbardziej oddaloną wyspę można było dojrzeć jedynie wspinając się na szczyt wysokiego drzewa. Zaczęli więc wszyscy – a było ich razem trzydziestu – płynąć przez jezioro, umówiwszy się przedtem, że żaden nie będzie ryzykował i nie oddali się zbytnio od innych. Nie przestawali płynąć nawet pomimo tego, że niektóre odległości [pomiędzy wyspami] były bardzo duże. Egil był w wodzie najszybszy i nikt nie potrafił go przegonić. Jednak gdy oddalili się już znacznie od brzegu, otuliła ich mgła tak gęsta, że nie mogli się nawzajem dojrzeć; a zaraz potem zerwał się zimny wiatr. Zgubili więc szlak i Egil nie wiedział już, co dzieje się z jego towarzyszami. Dryfował w wodzie cały dzień i całą noc. W końcu dotarł do brzegu, ale był tak wyczerpany, że mógł jedynie czołgać się po ziemi” [9].

Grettir by Henry Justice Ford fm The Book Of Romance by Andrew Lang PD

Grettir wrzuca Thorira Rudobrodego do wody. Ilustracja Henry’ego Justice’a Forda z „The Book of Romance” Andrew Langa

Obie sagi, zarówno ta o Grettirze, jak i ta opiewająca czyny Egila, potwierdzają więc, że Skandynawom zdarzało się pływać na długie dystanse w morzu i na równie długich dystansach próbować swoich sił w zmaganiach z innymi pływakami. Pytanie, czy była to stała praktyka, czy raczej odosobnione przypadki? Wydaje się, że raczej to drugie. Grettira do przeprawy wpław zmusiły niezwykłe okoliczności, zaś pływackie wyczyny Egila i jego towarzyszy były podyktowane głównie młodzieńczą fantazją i brawurą, którymi cechowały się zresztą również zmagania Beowulfa i Breki („Daliśmy sobie słowo, my dwaj, / i ślubowaliśmy, młodzi śmiałkowie, / wręcz dzieci, na mężu morskim z dzidą / życie narazić”).

Rozrywki Wikingów, czyli zapasy pod wodą

Sagi przynoszą za to informacje o zupełnie innym rodzaju zmagań, regularnie – jak się zdaje – uprawianych przez mieszkańców Skandynawii. Chodzi o podwodne zapasy. Jednym ze źródeł, w którym znajdujemy dość dokładny opis tego rodzaju aktywności, jest „Saga o Olafie Tryggvasonie”, opiewająca czyny króla Norwegii, tytułowego Olafa. Rozdział 160. opisuje wydarzenie, które miało miejsca nieopodal Nidaros, czyli dzisiejszego Trondheim, nad rzeką Nidelvą. Młody rycerz Kjartan napotyka tam pływających w rzece mężczyzn. Wśród nich jeden wyróżnia się szczególną sprawnością. Kjartan, pragnąc udowodnić swoją wyższość nad pływakiem, wyzywa go na podwodny pojedynek:

„Kjartan daje więc nura w odmęty rzeki, kieruje się w stronę męża, który jest najlepszym pływakiem wśród miejscowych, i wpycha go pod wodę, trzymając go tam przez czas jakiś, zanim pozwoli mu się wynurzyć. Po krótkim odpoczynku na powierzchni mąż chwyta Kjartana i wciąga w głębię. Pozostają pod wodą znacznie dłużej, niż Kjartan by sobie tego życzył, i kiedy obaj się wynurzają, żaden z nich nie jest w stanie wydobyć z siebie słowa. Po chwili zanurzają się po raz trzeci i zmagają się pod wodą jeszcze dłużej. Tym razem Kjartan zaczyna się martwić o wynik tej rywalizacji, wydaje mu się bowiem, że nigdy nie znalazł się jeszcze w tak niepewnym położeniu. W końcu obaj się wynurzają i wychodzą na brzeg” [10].

Mąż, który jest najlepszym pływakiem-zapaśnikiem, okazuje się królem Olafem. Władca swoje umiejętności prezentuje zresztą w sadze jeszcze raz, kiedy walczy w wodzie z rycerzem Eindridim. W innej opowieści legendarny Örvar-Oddr w podobny sposób zmaga się z dwoma przeciwnikami naraz. O podwodnych zapasach wspomina też w swoim „Færöiske Kvæder” (1851–55) Venceslaus Hammershaimb, pochodzący z Wysp Owczych badacz i filolog, który w swoim dziele zebrał podania zamieszkującego archipelag nordyckiego ludu Farerów. Geyti Aslaksson walczy tam z królem Norwegii Haraldem Pięknowłosym [11]. We wszystkich tych walkach chodzi o jedno: aby schwycić rywala i przytrzymać go jak najdłużej pod wodą.

Walka Beowulfa z matką Grendla

Walka Beowulfa z matką Grendla

Czy podobnym rozrywkom oddawał się też Beowulf? Czy ćwiczył się wraz z Breką w sztuce walki w wodzie? Staroangielski rękopis o tym milczy. Wiemy jednak, że wśród wyczynów Bewoulfa był i ten, który wiąże się z jedną z najważniejszych umiejętności potrzebnych pod wodą – umiejętnością pływania na bezdechu. Kiedy geacki bohater pokonał Grendla, siedzibę Hrodgara zaczęła nawiedzać matka potwora, wiedźma zamieszkująca odmęty pobliskiego jeziora. Beowulf postanowił zabić również i ją. Skoczył w toń w pełnym uzbrojeniu i stoczył z wiedźmą kilkugodzinną walkę w podwodnej jaskini, stając się w ten sposób najbardziej wytrzymałym wodnym zapaśnikiem wśród wszystkich legendarnych bohaterów i kto wie, czy nie pierwszym mitycznym freediverem. Ale to już całkiem inna historia.


Informacje zawarte w tym wpisie zawdzięczam głównie lekturze niezwykle ciekawego tekstu amerykańskiego filologa Karla P. Wentersdorfa „Beowulf’s Adventure with Breka” (por. przypisy). Olbrzymią przygodą była też dla mnie lektura świetnego przekładu „Beowulfa” pióra nieżyjącego już Roberta Stillera. Nawet pomimo nieznośnie zgryźliwych, pełnych resentymentu komentarzy, którymi opatrzył swój przekład.


Przypisy:

[1] Gajusz Julisz Cezar, „Wojna galijska”, IV.1, przeł. i opracował Eugeniusz Konik, Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo, Wrocław 1978, s. 110–111.
[2] Tamże, VI.21, s. 224–225.
[3] Por. Karl P. Wentersdorf, „Beowulf’s Adventure with Breca”, „Studies in Philology”, Vol. 72, No. 2 (Apr., 1975), s. 145.
[4] Publiusz Korneliusz Tacyt, „Dzieje”, IV.12 [w:] tegoż, „Dzieła”, tom drugi, przeł. Seweryn Hammer, wyd. Czytelnik, Warszawa 1957, s. 188.
[5] Por. Karl P. Wentersdorf, dz. cyt., s. 145.
[6] Wszystkie cytaty z „Beowulfa” za: „Beowulf. Epos walki tyleż średniowiecznej, co i współczesnej”, przeł. Robert Stiller, wyd. Etiuda, Kraków 2016.
[7] Karl P. Wentersdorf, dz. cyt.
[8] Cyt. za: tamże, s. 146. (Przekład z języka ang. mój).
[9] Cyt. za: tamże, s. 150. (Przekład z języka ang. mój).
[10] Cyt. za: tamże, s. 148. (Przekład z języka ang. mój).
[11] Tamże, s. 151.