Print Friendly, PDF & Email

Polski akcent na IX Letnich Igrzyskach Olimpijskich w Amsterdamie – drugich igrzyskach z udziałem reprezentantów Polski – to przede wszystkim występ Haliny Konopackiej. Młoda, zdolna i piękna, nie tylko zdobyła złoty medal w rzucie dyskiem i pobiła rekord świata, ale także, ex aequo z Kanadyjką Ethel Catherwood, zwyciężyła w plebiscycie na miss olimpiady. Po Amsterdamie stała się niekwestionowaną gwiazdą mediów. Jak donosiła rozemocjonowana prasa, „Konopacka jest prawdziwym fenomenem sportu. Dysk jej posiada olbrzymią szybkość jeszcze w chwili, kiedy nie wyleciał z rąk. Cóż za nerw sportowy i wspaniała ambicja! Jej doskonałe warunki fizyczne, uroda, wdzięk i sposób zachowania się na boisku – wszystko to czyni z Polki jeden z najpiękniejszych typów fizycznych w sporcie współczesnym” [1].

Marzenia o olimpijskich laurach

Tyle szczęścia, ile Konopacka, nie mieli w Amsterdamie jedyni reprezentanci Polski w pływaniu Rozalia Kajzerówna z Towarzystwa Pływackiego „23” Giszowiec-Nikiszowiec i kpt. Władysław Kuncewicz z Wojskowego Klubu Wioślarskiego w Warszawie. Pomimo tego, że oboje wielokrotne zdobywali mistrzostwa kraju, odpadli już w eliminacjach. Kuncewicz, startujący na dystansie 100 m stylem dowolnym, zakończył swoją serię z czasem 1:10.80 jako przedostatni, zaś Kajzerówna, płynąca na dystansie 200 m stylem klasycznym, była w swojej serii ostatnia (3:46.00).

Rozalia Kajzerówna i Władysław Kuncewicz na łamach „Sportu Wodnego”, 1926 i 1927 r.

Wyniki Polaków nie były kwestią chwilowej niedyspozycji lub słabszego przygotowania. Odzwierciedlały raczej ogólny poziom polskiego „pływactwa”, jak wówczas nazywano tę dyscyplinę sportu, który bardzo odbiegał od poziomu największych pływackich potęg takich, jak USA, Japonia, Australia, Niemcy czy Węgry. I choć z roku na rok tabela polskich rekordów się poprawiała, Polacy mogli tylko pomarzyć o olimpijskich laurach. Dość przypomnieć, że wynik Kuncewicza z eliminacji – gorszy od zwycięskiego wyniku Johnny’ego Weissmullera o ponad 12 sek. (sic!) – był nowym rekordem Polski.

Gonimy Zachód

Przyczyny tego stanu rzeczy były dwie. Po pierwsze, w Polsce nadal brakowało krytych basenów, które pozwalałyby trenować przez cały rok. Po drugie, z opóźnieniem docierały nad Wisłę nowinki techniczne. Dobrym przykładem jest tu kraul, którego niestrudzonym propagatorem był w Polsce prawnik i współzałożyciel Polskiego Związku Pływackiego Tadeusz Semadeni. W połowie lat 20. XX wieku nowoczesnych technik kraulowych uczył polskich pływaków sprowadzony przez niego Belg Martial van Schelle. Nauka szła jednak wolno, tymczasem styl ten zdążył już podbić niecki basenów na całym świecie. Jak pisał dziennikarz tygodnika „Stadion”, komentując wyścigi pływackie na amsterdamskiej olimpiadzie, „w stylu dowolnym crawl lub jego odmiana nieznaczna trudgeon crawl – choć ten jest rzadki do zobaczenia – króluje na wszystkie dystanse. Gdy jeszcze w Paryżu [w 1924 r. – PK] czysty trudgeon – choć był unikatem, ale był do zobaczenia – tu ani śladu. Crawl, crawl i jeszcze raz crawl” [2]. Jeśli zdamy sobie sprawę, że Rozalia Kajzerówna pływała jedynie żabką i jeszcze w tym samym roku, w którym odbyła się olimpiada w Amsterdamie, to właśnie żabką wygrała mistrzostwo Polski na 400 m stylem dowolnym, ukaże nam się z całą mocą przepaść dzieląca polskie pływanie od światowego.

IX Letnie Igrzyska Olimpijskie w Amsterdamie. Zwyciężczyni wyścigu na dystansie 200 m stylem klasycznym Niemka Hildegard „Hilde” Schrader.

Czegóż jednak chcieć od kraju, który dopiero co odzyskał niepodległość po ponad 120-letnim nieistnieniu i w którym z trudem starano się połączyć w jeden sprawny organizm państwowy ziemie trzech byłych zaborów. Życiorys Kajzerówny jest zresztą dobrą ilustracją tych zmagań.

Dziewczyna o silnych ramionach

Jej ojciec Wilhelm był kołodziejem w kopalni Luiza (Königen Luisegrube) w Hindenburgu,  jak w 1915 roku po zwycięskiej bitwie pod Tannenbergiem Niemcy nazwali Zabrze. Niewiele więc brakowało, żeby Rozalia w przyszłości występowała w barwach Rzeszy. Ojciec czuł się jednak Polakiem, a przynajmniej nie czuł się Niemcem, i aktywnie uczestniczył w walkach o Górny Śląsk. Brał udział w powstaniach. Po ich stłumieniu większość dzielnic Zabrza pozostała w granicach Niemiec. Wilhelmowi Kajzerowi (lub też według pisowni niemieckiej Keiserowi) nie pozostało nic innego jak wyjechać do Polski. Wraz z żoną Pauliną i sześciorgiem dzieci zamieszkał w Giszowcu, osiedlu górniczym – dziś dzielnicy Katowic – wybudowanym przy kopalni Giesche zgodnie z ideą miasta ogrodu, propagowaną na początku XX wieku przez angielskiego urbanistę Ebenezera Howarda [2].

Widok Giszowca. Źródło: giszowiec.info.

„Rzut kolonii to prostokąt o bokach siedemset pięćdziesiąt na tysiąc metrów” – pisze o Giszowcu Małgorzata Szejnert, autorka reportażu historycznego o tym osiedlu i jej mieszkańcach. „Uliczki znajdujące się w jego ramach mają jednak płynny, swobodny bieg. Domy posadowiono tuż przy ulicach, ogrody uciekają w głąb parceli, by spotkać się z tylnym płotem sąsiada. W środku osady znajduje się centrum wspólnego życia – park, w którym stoi gospoda, muszla koncertowa, latem stoły i ławy […]. Z czasem kolonia ma być jedną wielką zielenią, to przecież idealne miasto ogród, zdrowe, wygodne, przyjemne, dobrze usposabiające do życia i pracy” [4].

To właśnie w tym miejscu wychowuje się młoda Rozalka. W 1923 roku powstaje tu Towarzystwo Pływackie „23” Giszowiec-Nikiszowiec, które jako jeden z pierwszych śląskich klubów tworzy sekcję kobiecą. Jego założycielami są Jan Skupina, Karol Fischer i Franciszek Waniek. Treningi odbywają się na Stawie Małgorzaty, który służy za rezerwowy zbiornik wodny kopalnianej elektrowni, choć popularność wśród mieszkańców Giszowca zdobywa przede wszystkim jako lokalne kąpielisko.

Staw Małgorzaty. Lata 30. XX wieku.

Chadza tam i Rozalia. Szybko zostaje zauważona. „Ma bardzo silne ramiona – pisze Małgorzata Szejnert – gorzej z pracą nóg, ale i tak bije w wodzie chłopców” [6]. Jest uparta. Przychodzi nad Staw Małgorzaty pod wieczór i ćwiczy do zapadnięcia zmroku. Za rok okaże się największą gwiazdą klubu. W 1924 roku pod auspicjami burmistrza Katowic Alfonsa Górnika odbywają się na tzw. sztauwajerach, czyli w Dolinie Trzech Stawów, miejskie zawody pływackie. „Rozalka zajmuje drugie miejsce na sto metrów stylem dowolnym (płynie, naturalne, żabką) i wraca do Giszowca z przekonaniem, że w następnych zawodach będzie już pierwsza” [7].

Polska multimedalistka

Nadzieje Kajzerówny nie są płonne. Na mistrzostwach Polski w 1925 roku wygrywa na dystansie 200 metrów stylem klasycznym. Rok późnej zawody o tytuły najlepszych pływaków kraju odbywają się w Giszowcu właśnie na Stawie Małgorzaty. Dziennikarz stołecznego „Sportu Wodnego”, kryjący się pod pseudonimem Tonny, kręci nosem. „Urządzono je tam dla celów propagandowych” – pisze. „Doświadczenie jednak przemawia za tem, żeby mistrzostwa zarezerwować dla stolicy. Rolę propagandową mogą doskonale spełniać zawody międzyklubowe. Wożenie zaś na zawody około 100 zawodników, całego aparatu organizacyjnego, kalkuluje się zbyt drogo nawet jak na propagandę. Prócz tego Śląsk jest terenem bardzo ostrej walki narodowościowo-politycznej. Urządzenie zawodów na pływalni kopalnianej należącej do śląskich Kohlen baronów wywołało bardzo niemiłe nastroje wśród miejscowych robotników polskich” [8].

Start na 200 metrów w zawodach rozegranych w ramach przedolimpijskiego obozu treningowego w Giszowcu. Lata 30. XX wieku. Fot. Czesław Datka. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Cóż jednak znaczy dla sportowca polityka, gdy zdobywa on swoje pierwsze złote medale! Rozalia wygrywa na dystansach 100 m stylem dowolnym i 200 m klasycznym. Zostaje zauważona i w kolejnych latach działacze sportowi oraz prasa okrzykną ją największą nadzieją polskiego kobiecego pływania. W latach 1925–1929 będzie dwadzieścia osiem razy biła rekordy Polski i wielokrotnie stawała na podium podczas mistrzostw kraju.

Niezmordowana Kajzerówna

Jej zwycięski pochód przerwie dopiero zderzenie się z zagranicznymi pływaczkami na olimpiadzie w Amsterdamie. Zgodnie z olimpijskimi zasadami jest amatorką, ale jej treningi są amatorskie w stopniu uniemożliwiającym rywalizację na najwyższym poziomie. Przed igrzyskami umiera jej ojciec. Kajzerówna musi iść do pracy. „Pracuje jako telefonistka w kopalni Giesche – pisze Szejnert – a kopalnia nie stosuje taryfy ulgowej wobec pracownicy, dlatego że ma ona szansę na medal” [9]. Do tego Rozalia jest uczulona na chlor. Nie ma mowy o treningach w szwimhali w Katowicach. Zresztą ta kryta pływalnia, wybudowana w 1895 roku przy Łaźni Miejskiej, mierzy zaledwie 12,5 m długości. Nie jest to wymarzony basen dla pływaka przygotowującego się do olimpiady.

Dyplom dla Rozalii Kajzerówny za zajęcie pierwszego miejsca na krajowych  zawodach pływackich. Sierpień 1924 r. Źródło: Muzeum Historii Katowic.

Zostaje jeszcze jedna kwestia. Rozalia właściwe nie ma się z kim w Polsce ścigać. Swoją żabką pokonuje nawet kraulistki. W 1927 roku mistrzostwa Polski odbywają się w Warszawie w nowej, odkrytej pływalni AZS-u, skonstruowanej na jednym ze zbiorników wodnych w Parku Skaryszewskim. W wyścigu na dystansie 100 m stylem dowolnym pań startuje sześć zawodniczek. Rozalia dopływa pierwsza. „Kajzerówna płynie, jak zawsze, stylem klasycznym – komentuje sprawozdawca «Sportu Wodnego» – i mimo to wygrywa bezkonkurencyjnie. Nowakówna pływa ładnym crawlem, początkowo prowadzi, jednak na drugiej pięćdziesiątce «puchnie» i ustępuje miejsca na finiszu Tratowej” [10]. W kolejnych konkurencjach Rozalia również nie daje przeciwniczkom szans. 400 m stylem dowolny (na którym poprawia rekord Polski o 20 sek.): „Tutaj bezkonkurencyjność Kajzerówny jest jeszcze bardziej jaskrawa niż na 100 m”. 100 m na wznak: „Niezmordowana Kajzerówna jak zwykle bez konkurencji”. 200 m stylem klasycznym: „Czasy pierwszych czterech zawodniczek zupełnie dobre, Kajzerówna – wręcz doskonały”. Do laurów z tych mistrzostw Ślązaczka dokłada jeszcze zwycięstwo w sztafetach 5 x 50 m i 4 x 100 m stylem dowolnym.

Nie ma już mowy o sporcie

Jest bez wątpienia utalentowana i silna. I ma się czym chwalić. Choć jak się później okaże – jedynie w Polsce. W porównaniu ze zwyciężczynią wyścigu na 200 m stylem klasycznym z Amsterdamu, Niemką Hilde Schrader, nasza mistrzyni wypada blado. Jej wynik jest o ponad pół minuty gorszy. Może gdyby rodzina Rozalii została w Niemczech, a ona sama trenowała pod okiem niemieckich trenerów, to kto wie?

Jednak Kajzerównie nie przychodzi to w ogóle na myśl. Uważa się za Polkę, za co przyjdzie jej słono zapłacić po wybuchu II wojny światowej. Należy do Związku Obrony Kresów Zachodnich. W konsekwencji po wkroczeniu Niemców traci wraz mężem Maksymilianem Piesiurem, również pracownikiem spółki Giesche, mieszkanie. „Wyrzucają ich z domku w Giszowcu do baraku w Nikiszowcu, bez kanalizacji i wody, w reumatyczne zimno i wilgoć; nie ma już mowy o sporcie” [11].

Po wojnie Rozalia Kajzer-Piesiur rzadko będzie wracała do sportowej przeszłości. Zresztą mało kto będzie ją kojarzył z olimpijską rywalizacją. „Skromna, tęga pani w niczym nie przypominała dawnej gwiazdy sportu. Nie mówiła też nigdy o pływaniu. Wokół niej wszystko się zmieniło, zwłaszcza Giszowiec, a jej ulubiony Staw Małgorzaty, gdzie w młodości zachwycała chłopaków skokami do wody, dawno został zasypany” [12]. Pierwsza polska olimpijka ze Śląska umiera w 1977 roku. Zostaje pochowana w Giszowcu.

Przypisy:

[1] Agnieszka Metelska, „Złota. Legenda Haliny Konopackiej”, wyd. Czarne, Wołowiec 2019, s. 85. Cyt. za: M. Rotkiewicz, „Mistrzyni pióra, dysku i palety” [w:] „Światło Olimpii”, Warszawa 2011.

[2] J.B., „Na tafli wodnej i pływalni olimpijskiej”, „Stadion”, nr 34, 21 sierpnia 1928 r., s. 5.

[3] Małgorzata Szejnert, autorka reportażu historycznego o Giszowcu (niem. Gieschewald) „Czarny ogród”, słusznie zauważa, że nie wiadomo do końca, w jakim stopniu pisma Howarda wpłynęły na twórców osady: „Kiedy okólnik cesarza Wilhelma zachęcający do korzystana z angielskich wzorców dotarł do tajnego radcy Uthemana [dyrektora spółki Giesche – PK], Gieschewald był dawno zaprojektowany”. Por. Małgorzata Szejnert, „Czarny ogród”, wyd. Znak, Kraków 2007, s. 41.

[4] Tamże, s. 40–41.

[5] Por. hasło „Rozalia Kajzer-Piesiur” na stronie Polskiego Komitetu Olmpijskiego: https://www.olimpijski.pl/pl/bio/870,kajzer-piesiur-rozalia.html.

[6] Małgorzata Szejnert, dz. cyt., s. 121.

[7] Tamże, s. 126.

[8] Tonny [pseudonim], „Po sezonie pływackim”, „Sport Wodny”, nr 16, listopad 1926, s. 220.

[9] Małgorzata Szejnert, dz. cyt., s. 121.

[10] „VI-te zawody pływackie o mistrzostwo Polski”, „Sport Wodny”, nr 12, 30 sierpnia 1927, s. 226.

[11] Małgorzata Szejnert, dz. cyt., s. 222.

[12] Strona internetowa poświęcona osiedlu Giszowiec: https://www.giszowiec.info/pl/?co=sportowcy&kto=kajzer [artykuł na podstawie artykułu Grażyny Kuźnik, „Dziennik Zachodni”, 19.09.2003].